• Wpisów:2
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 18:21
  • Licznik odwiedzin:946 / 1879 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Okej, Rose i Mike wpadają za jakieś pół godziny więc mam trochę czasu pograć na gitarze. Biorę moje złotko i szarpię delikatnie za struny, kocham też dźwięk. Jak to leciało, cholera, C-dur, F-dur, nie f-moll. Nie pamiętam. Nie ta tonacja, Samuel, nie ta tonacja, trochę wyżej. Nawet nie spodziewam się kiedy mija ten czas, słyszę dźwięk domofonu nie mam wątpliwości, że to oni. Otwieram klatkę i drzwi i wracam do pokoju.
- Hej, stary! – rzuca Mike i siada na krześle przed komputerem.
-Hej, Samuel. – wchodzi Rose i rzuca mi krótki uśmiech po czym siada swojej miłości na kolanach. – To jest Layla. – wskazuje głową na dziewczynę stojącą w drzwiach.
-Hej. Siadaj sobie, gdzie tam chcesz. – mówię łagodnym tonem i nawet na nią nie spoglądam. Nigdy nie miałem szczęścia z dziewczynami ani wspólnego języka z ta płcią, żadna nie była taka, żeby wystarczająco zawróciła mi w głowie, i ona z pewnością tez nie miała tego czegoś. Spoglądam jak siada na łóżku naprzeciwko mnie, mierzy mnie wzrokiem z delikatnym uśmiechem. Odwracam spojrzenie, i staram się nawiązać rozmowę :
-Więc co robimy? – rzucam obojętnie i kładę się na łóżku.
-Wiesz o czym ja myślę. – odpowiada Mike i spogląda na mnie „tym spojrzeniem”.
-Nie, nie skarbie. – kręci głową Rose. – Sam nie będziesz nic pił. – wybucha śmiechem.
-Dobra, kobieto skocz po piwo. – Mike stara się brzmieć poważnie. Rose mierzy mnie pytającym spojrzeniem.
- W lodówce. – mówię, domyślając się, że o to chodziło. Wychodzi do kuchni a ja spoglądam na Layle, czuje się nie swojo, może trochę nie miło ją przyjąłem. W końcu kobiety są takie uczuciowe. Powiedzieć coś czy to zostawić? Dobra nie będę z siebie robił pajaca, nie znam jej , w końcu.
-Może obejrzymy jakiś film? – genialne pomysły Mike’a.
-Wybierz coś, tylko proszę nie taki bezsensowny jak ostatnio. – uśmiecham się szeroko. Staram się ich zarazić uśmiechem, rozluźnić atmosferę, wprowadzić jakiś humor.
-Oglądamy coś, Layla? – zwraca się w jej stronę.
-Jak dla mnie, ok. – odpowiada. Jest wysoka, niczego sobie, długie włosy, duże oczy, można powiedzieć, że ładna. Dobra, nie oglądaj się za dziewczynami, większość z nich nie jest tego warta. No ale ok, mógłbym być dla niej trochę milszy.
-No to oglądamy.- wchodzi Rose i przerywa moje rozmyślania. Otwieram zimne piwo, biorę łyk i od razu biorę gitarę.
-Nie byłbym sobą, gdybym nic nie zagrał.
Szarpię struny i staram się, żeby brzmiały w miarę czysto. Gram zapominając o całym świecie, zauważam, że Rose i Mike słuchają jednym uchem a wypada im drugim. Za to, dziewczyna, Layla, słucha uważnie i obserwuje wędrówkę moich palców po gryfie jakby starała się zapamiętać ich bieg i odtworzyć to na własnej gitarze. Nie wiem tylko czy gra, możliwe. Albo po prostu lubi dźwięk gitary.
- Dobra, stary. – odzywa się w końcu Mike. – To jaki film?
- Znam dobra komedię. – odpowiadam, uśmiechając się jak zawsze. – Tam gdzieś zapisany jest tytuł. – wskazuję na notatnik na ekranie. – Zaraz wracam. – Biorę paczkę papierosów i wychodzę na balkon. Biore jednego do ust i odpalam. Lubię zapalić wieczorem, mieć chwilkę dla siebie, na kilka minut się zatrzymać i pomyśleć jaki był ten dzień, co mi dał a co zabrał, nieodwracalnie lub z ewentualnością zwrotu. Często w takich chwilkach relaksu widzę pary przechadzające się po ulicy i zastanawiam się kiedy mnie spotka taka miłość , żebym potrafił stracić dla niej głowę. Może po prostu nie przeznaczone mi jest mieć tego kogoś. A może po prostu za mało się staram, żeby tego kogoś zdobyć. Chciałbym spotkać taką dziewczynę, która znaczyłaby dla mnie więcej niż muzyka i więcej niż gitara. Wydaje się to nie możliwe, przy pustości i braku naturalności niektórych lasek. Wtedy do głowy przychodzi mi Layla, jest całkiem naturalna. Nie zauważyłem farby na włosach i tapety na twarzy, luźne ciuchy, brak obcasów. Wypędzam ją od razu z myśli, mózg mówi mi, daj sobie spokój jeżeli nie chcesz być zraniony. Dopalam papierosa i wyrzucam za barierkę balkonu.
- Dobrze, że na mnie czekaliście z tym filmem, uwielbiam go. – wchodzę do pokoju roześmiany, zauważam, że Rose i Mike rozłożyli się już na jednym łóżku na drugim położyła się Layla i zapatrzona w ekran telefonu nawet nie zauważyła, ze wróciłem.
-Stary, nawet zaklepałem Ci miejsce. – spogląda na mnie Mike i uśmiecha się szeroko, puszczając oczko. – Layla zgodziła się położyć razem z Tobą.
Podchodzę do łózka i pokazuję jej, żeby się przesunęła, zauważam uśmiech na jej twarzy. Kładę się obok niej, zachowując odległość, chociaż i tak jestem blisko. Czuję jej perfumy, delikatne i takie jakby słodkie.
Włączamy film. Zainteresowani wpatrujemy się w ekran i oczekujemy śmiesznych momentów. Po jakimś czasie zauważam, że Mike i Rose zasnęli już w swoich objęciach. Spoglądając na Laylę, zauważam też, że ma śliczny uśmiech i często śmieje się w moją stronę jakby mnie obserwowała. Przez cały wieczór wymieniamy parę słów i multum śmiechów. Być może naszymi wybuchami śmiechu budzimy naszych zakochanych, ale film jest naprawdę dobrą komedią. Nie zauważamy kiedy mijają godziny.
-Layla, będziemy lecieć. – rzuca Rose, wstając z łóżka.
-Przespałaś cały film razem z Mike’iem. Nie wiesz co tracisz. – uśmiecham się szeroko i spoglądam na Laylę. – Naprawdę dobry. – podnoszę się łóżka.
- Dokładnie, świetny. – Layla wstaje z szerokim uśmiechem na ustach i kieruje się w stronę drzwi. – No to dobranoc Wam, pa! – uderza zaspanego Mike’a palcem w czoło i wychodzi a zaraz za nią Rose.
-Dobranoc . – odprowadzam je do drzwi, widzę jeszcze szeroki uśmiech Layli kiedy zamykam drzwi. Wracam do pokoju i kładę się do łóżka, pragnę snu. Wtulam glowę w poduszke i czuję, ze pachnie nią. Ten delikatny, słodki zapach wniknął w poduszkę.Rozmyślam długo nad wszystkim aż nie spodziewam się gdy zasypiam.
Słyszę jak Mike krząta się po mojej kuchni w poszukiwaniu czegoś do jedzenia.
- Nic z tego, nie robiłem zakupów. Jadam na mieście. – rozczarowuję go.
-Stary… - spogląda na mnie. – Umieram z głodu.
- W ogóle która jest godzina? – podnoszę komórkę z podłogi. – O Jezu. Już dwunasta!
-Wiem. Wstawaj, ubieraj się i jedziemy z dziewczynami do miasta.
-Coś zjeść?
-Na zakupy.
-Chyba żartujesz.
-Niestety nie.
Bieganie z dziewczynami po sklepach, nie dla mnie. Ale skoro i tak nic nie mam do roboty to nie w moim stylu siedzieć w domu cały dzień więc pojadę. Z trudem rozstaję się z łóżkiem, kiedy podnoszę głowę znów czuję perfumy, Layla – myślę. Wszędzie czuć jej perfumy, swoją droga podoba mi się ten zapach, przypomina mi jej uśmiech ten delikatny kiedy nasze spojrzenia się spotykają, jest piękny. Orientuję się, że myślę o dziewczynie. A żadna z dziewczyn nie potrafi docenić prawdziwego mnie, no chyba, ze ta jedna jedyna – moja gitara. Biorę ją w ręce i zaczynam szarpać struny zapominając już o wszystkim związanym z dziewczynami.
- Samuel, zostaw to. – słyszę głos Mike z kuchni. – Nie mamy czasu, jeszcze musimy skoczyć coś zjeść.
Parę ostatnich szarpnięć za struny i odstawiam instrument. Ku mojemu zdziwieniu stoję przed szafą i zastanawiam się co włożyć, żeby dobrze wyglądać przed Laylą. „Człowieku.”- myślę. –„Załóż cokolwiek przecież ona nic nie znaczy i nic nie będzie znaczyć, niech myśli co tylko zechce na temat twojego wyglądu. Czy to ważne czy koszula będzie szara czy niebieska?” . Wędruję do łazienki, strumień zimnej wody na twarz , dłonią przeczesuję włosy, moje ulubione perfumy i można jechać.
-Skoczymy jeszcze do mnie, musze się przebrać. – oznajmia mi kuzyn przed wyjściem.
-I tak zawsze będziesz wyglądać jak pajac. – uderzam go pięścią w ramię i zamykam drzwi gdy nagle słyszę głoś taty.
-Ej, chłopaki! – krzyczy z salonu. – Skoczcie do sklepu po coś na obiad.
-To ja jadę się przebrać a Ty zasuwaj do sklepu. Wpadnę po Ciebie za pół godziny. – proponuje Mike.
Przystaję na takie rozwiązanie i ruszam chodnikiem w stronę sklepu. Przez moje myśli znowu przechodzi ta blondyneczka gdy nagle przechodząc obok bloku Rose widzę na balkonie postać. Spogląda na miasto i uśmiecha się szeroko, mrużąc oczy przez słońce, jej długie włosy rozkładają się na niebie. Wygląda pięknie, to Layla. Jest jak promyk słońca, który spadł na ziemię i próbuje każdego zarazić swoim ciepłem i radością. Wygląda jak bogini, może powinieniem ją poznac, może jest inna. NIE. Moje myśli krzyczą, ruszam dalej przed siebie i staram się już nie kierować wzroku na balkon Rose, ale one same tam wędrują. Bronię się przed tym, nieskutecznie ale bronię. Staram się siłą wyrzucić z głowy każdą myśl o niej.
W sklepie spotykam dobrego kumpla jeszcze z czasów ognisk na których często graliśmy razem na gitarach.
- Sam! – wita mnie z szerokim uśmiechem. – Tyle lat…
-A ja wciąż pamiętam te imprezy. – Przybijam mu piątke. – Wróciłbym do tego grania.
-To może dziś? Tutaj blisko jest klub, dziś wieczorem będzie dużo muzyków.
- Wybierasz się, muzyku? – uśmiecham się.
-To chyba oczywiste, ze mnie tam nie zabraknie. Ale może… - spogląda na mnie pytająco. – Jakiś wspólny występik?
-Dlaczego nie.- odpowiadam bez wahania. – Gdzie i o której?
- Extrem, startują o 20.
-Będę ale później, jak impreza się rozkręci.
-Nie zawiedź. – stara się brzmieć poważnie. – Do potem.
-Nigdy nie zawodzę. Nastrój gitarę. – śmieję na głos.
Wracając nie widzę już „promyczka słońca” na balkonie, jednak upewniam się paroma spojrzeniami w tamtą stronę czy znów nie zapragnęła wyjść i popatrzeć na miasto. Podoba Ci się krzyczy moje serce, nie zakochuj się w niej powtarza umysł, bo ona tez może zakochać się w Tobie a wtedy będziesz musiał wziąć odpowiedzialność za uczucie, którym Cie obdarzyła. Bronię się tak przed uczuciami już od dawna, jednak tym razem jest jakoś trudniej wyrzucić ją z głowy. Boję się, ze zechce się wedrzeć do mojego serca a wtedy już w ogóle się jej nie pozbędę. Co ja mówię, dam radę, żadna nigdy do tego stopnia nie wjedzie w moje życie, żebym dla niej oszalał.
Otwieram drzwi mieszkania, odkładam zakupy na blat w kuchni i kieruje kroki do pokoju.
-Co Ty tu robisz?- dziwię się kiedy widzę Mike’a w moim pokoju.
-Miałem być za pół godziny, ale musiałem szybko uciekać z domu bo babcia szykowała pierogi na obiad.
Oboje wybuchamy śmiechem, nasza kochana babcia. Kiedy na obiad są pierogi nie ma możliwości, żeby ich nie zjeść w porcji nie mniej niż dwa talerze.
-To już rozumiem dlaczego tak szybko. – ledwo wypowiadam parę słow, nie mogę powstrzymać się o śmiechu na myśl miny babci gdy mówi się, że nie da rady zjeść się już więcej.
Dzwonek telefonu Mike’a, to na pewno Rose. Nie odbiera tylko patrzy na mnie smutnym wzrokiem i mówi :
- No to szykuj się na godziny łażenia po sklepach, wychodzimy.
Uśmiecham się szeroko, staram się mieć dobry humor i nim zarażać. Dam radę, mam dwie siostry co to dla mnie parę godzin zakupów. Wychodzimy z bloku, dziewczyny czekają już w samochodzie. Zajmuję miejsce obok Layli, znów czuję ten zapach z poduszki. Zaczyna mi się coraz bardziej podobać, podchylam okno i już po pierwszym podmuchu świeżego powietrza czuję jak po całym samochodzie rozchodzi się zapach moich perfum. Zastanawiam się czy może jej też podoba się mój zapach.
-Więc… dzisiaj wieczorem w klubie jest cos w stylu wieczorka muzycznego. – zaczynam, chcę jakoś nawiązać rozmowę.
-Słyszałem coś. – mówi Mike. – Ale nie wybieram się.
-Ty i tak do muzyków nie należysz kochanie. – odpowiada Rose.
Promyczek słońca spogląda na mnie i delikatnie się uśmiecha.
-A Ty? – zwracam się ku niej. – Grasz może albo śpiewasz?
-Gram na gitarze. – odsłania białe i równe zęby w szerokim uśmiechu.
„Nie zakocham się w Tobie, rozumiesz?” – myślę. Kusi mnie swoimi miodowymi oczami, głosem a najbardziej tym uśmiechem, którym tak zaraża. Zmusza mnie do patrzenia na siebie i przyciąga. Musze się przed bronić, musze. Nie mogę sobie pozwolić na to, żeby się zbliżyła. Ona Cie zrani. – mówi rozum, ona Cie pokocha. – mówi serce. Ona nic mi nie zrobi, bo nic dla mnie nie znaczy, staram się sobie to siłą wcisnąć jak ludzie wciskają przechodniom ulotki na ulicy, które potem i tak lądują w koszu.
Przez całą drogę do centrum staram się jakoś podtrzymywać rozmowę, śmiać się. Chyba mi to wychodzi, bo wszyscy są w jak najlepszych humorach.
Dojeżdżając na miejsce zauważam, że Layla z niecierpliwością spogląda na telefon jakby spodziewała się czegoś co nie nadchodzi. W jej oczach widzę coś w geście rozczarowania, strachu i lekkiego zdezorientowania. Zresztą co mnie to obchodzi… to tylko jakaś dziewczyna.
- Więc od czego zaczynamy? – Rose patrzy na swoją miłość zaciekawionym wzrokiem. Zawsze pozwala mu o wszystkim decydować.
-To proste. – spogląda na mnie Mike. – Od jedzenia.
Uśmiecham się szeroko i kiwam głową. Ruszamy prosto do małej knajpki z fast food ‘m. Zawsze tutaj jadamy z Michaelem, gdy jesteśmy na mieście dlatego pierwsze kroki kieruję od razu do naszego ulubionego stolika pod oknem. Rose bierze Menu dla nas wszystkich i kiedy już zajmujemy miejsca rozdaje nam po egzemplarzu. Znów siedzę tak blisko niej, tak blisko Layli. Staram się utrzymywać między nami pewien dystans, odsuwać się jak najdalej, kierować w jej stronę jak najmniej spojrzeń i nie rozmawiać z nią. Słabo mi to wychodzi, ona ma w sobie coś co mnie przyciąga, coś co każe mi na nią patrzeć, słuchać jej i mówić do niej.
Z zamyślenia wyrywa mnie kelnerka, przychodząca zebrać zamówienia. Każdy wybiera coś dla siebie, dyktuje nazwę swojej potrawy a dziewczyna stara się wszystko notować w małym notesiku.
-Coś jeszcze? – pyta cieniutkim głosikiem. Jest tym typem dziewczyny, których nie cierpię. Mimowolnie zaczynam porównywać ją z Laylą. Farbowany blond, naturalny kolor. Długie wydłużone i podkręcone rzęsy a za nimi czarna kreska i ciemny cień do oczu, naturalne czarne, długie ,rozłożone niczym promyki słońca nad ranem chroniące, duże miodowe zawsze szczęśliwe jednak w samej głębi kryjące smutek tęczówki. Duże, czerwone usta, które tak rzadko się choćby delikatnie uśmiechają, białe zęby tak często odsłaniane w pełnym uśmiechu. Malowana, pusta jakby sztuczna lalka ubrana w obcisłe i skąpe rzeczy, naturalna dziewczyna ubrana w luźne ciuchy, nie koniecznie kupowane w ekskluzywnych butikach. Jak dla mnie zdecydowanie wygrywa ta druga, lecz nie myślę tylko o ich wyglądzie. Postać lalki nie może kryć w sobie nic co mógłbym docenić, tego typu kobiety zazwyczaj są puste i nie mają osobowości, którą mogłyby się poszczycić. Zaś mój promyczek słońca? Być może kryje w sobie coś intrygującego i pięknego. Może to właśnie to mnie tak bardzo przyciąga i tak mi się w niej podoba. W tej chwili spostrzegam, ze właśnie w myślach nazwałem ją „moją”. Zaczęła coś dla mnie znaczyć? Na tle innych poznanych przeze mnie dziewczyn jest kompletnie wyjątkowa. Może powinienem dać jej szanse mnie oczarować? Może zakochałoby się w niej moje serce i to z wzajemnością? Może nie zraniła by mnie tak jak zawsze mi się wydawało? Może, ale nie mam pewności. Nie mogę ryzykować i ściągać sobie samowolnie na głowę cierpienie. Myśl o muzyce, Samuel, myśl o muzyce. To jest właśnie sens Twojego życia, musisz się rozwijać, znaleźć ludzi, może założyć jakiś zespół, nie marnuj talentu.
Nawet nie wiem kiedy mija ten czas i dziewczyna znowu wraca z naszymi potrawami.
-Smacznego. – życzy, spogląda na mnie i uśmiecha się, po czym odchodzi.
-Smacznego. – mówię i moje oczy same kierują wzrok na Laylę, która wpatrzona we mnie, znów odsłania swoje białe zęby i odpowiada :
-Nawzajem. – po czym bierze do ręki widelec i nóż i zwraca się do Rose. – To będzie ciężki dzień, zamierzam zwiedzić cała galerię w poszukiwaniu koszulki z kieszonką.
-Przestań mnie przerażać. Nie spędzę tu całego dnia. – oburza się Mike.
-Spokojnie, kochanie. – uspokaja go Roselena. – Takich bluzeczek jest teraz multum, na pewno szybko znajdziemy odpowiednią.
-Wątpię. – promyczek stara się brzmieć poważnie, ale zaraz widzę jak jej kąciki ust same się podnoszą a oczy napełniają się jakby szczęściem i rozbłyskują patrząc prosto w moje.
- Jak dla mnie, nie ma problemu i tak cały dzień nie mam co robić. – odpowiadam, niby obojętnie. Nie chce, żeby ktokolwiek pomyślał, że chcę przebywać z Laylą, chociaż czuję, że właśnie tego bym chciał, bronię się przed tym i wmawiam sobie, że jest mi obojętne ile czasu z nią spędzę, przecież to nie ważne.
Kończymy w ciszy nasze posiłki, tylko od czasu do czasu Rose trąca Michaela ręką w bok i szepcze mu coś do ucha. Staram się nie zwracać na to uwagi, widzę, że promyczek też stara się nie okazywać, że jej to przeszkadza. Chociaż obojgu nam nie jest sympatycznie patrzeć jak dwójka ludzi przed nami okazuje swoją ogromną miłość do siebie w czasie gdy my jesteśmy jakby samotni.
Dzwonek telefonu. Layla posuwistym ruchem kciuka odbiera połączenie i rozmarzonym, szczęśliwym głosem jakby z ulgą mówi do słuchawki :
-Cześć, skarbie. –po czym odchodzi od stolika i kieruje swoje kroki za drzwi.

Chyba się pomyliłem, tylko ja w tym towarzystwie jestem samotny. To mnie trochę dołuje jednak nadal nie chce się poddać, jestem przecież zakochany, w muzyce, ona jest dla mnie ważna i będzie ze mną do końca. Dziewczyny przychodzą i odchodzą.
-To pewnie ten, Oliver, jej nowy chłopaczek. – mówi Mike.
-Albo jakaś przyjaciółka. – karci go Rose. – Kto w ogóle powiedział, że ten cały Oliver to jej miłość?
-Nie słyszysz jak odebrała, ten głos, i to jak wystrzeliła na zewnątrz, ten uśmiech na twarzy. – wtrącam się spoglądając za okno na rozmawiającą przez telefon Laylę.
-Co Ty ją tak obserwujesz, Sam? – Roselena przygląda mi się uważnie z szyderczym uśmieszkiem na twarzy. Wiem o co jej chodzi, od samego początku chce nas zeswatać. Jednak nie pomyśli jej to, że Promyczek prawdopodobnie jest już po uszy zakochany w jakimś Oliverze. Z jednej strony czuję, że w moim sercu coś się dzieje, jakby rozczarowanie albo raczej taki żal. Zupełnie nie wiem dlaczego. Coś mówi mi, ze zrobiłem sobie nadzieję na to, że może mnie uwiedzie, ze może spodoba mi się tak bardzo, że zapragnę ją pokochać. Zresztą teraz to już nie ważne, skoro i tak w jej sercu siedzi już jakiś chłopak to i tak nie spojrzy na innego. Przynajmniej na taką wygląda. – Halo! Coś Ty taki zamyślony? – Rose macha mi dłonią przed nosem. – Przestań się tak na nią gapić, bo pomyślę, że ktoś tu się zakochał!
-Chyba sobie żartujesz. – odpowiadam jakby nigdy nic. – Po prostu ładnie wygląda dzisiaj.
-Tylko dzisiaj? – słyszę znajomy głos za sobą. To Layla, wróciła do środka bo widocznie rozmowa dobiegła końca.
Nie odpowiadam bo wyprzedza mnie Mike :
-Ty nigdy ładnie nie wyglądasz. Samuel sobie tylko żartował. – brzmi poważnie do tego stopnia, że myślę, że naprawdę nie żartuje. Wszyscy spoglądają na niego pytającym wzrokiem do czasu aż nie wybucha i nie kończy swojej fali śmiechu słowem. – Żartuje.
-To… - zaczyna Layla trochę nie pewnie. Widać, że jest trochę nieśmiała. Chociaż być może tylko w moim towarzystwie. – idziemy w końcu na te zakupy czy będziemy tak tu siedzieć i śmiać się z Mike, który myśli, ze jest zabawny?
-Poszlibyśmy wcześniej, gdybyś tak długo nie romansowała przez ten telefon. – miłość Rose, jak to się mówi „mocny w gębie”.
-Nie romansowałam! Rozmawiałam z przyjaciółką.
-Ta jasne. – wtrącam się udając, ze nic mnie to nie obchodzi bo to sobie właśnie wmawiam, nie obchodzi mnie z kim rozmawiała czy to był jej chłopak, przyjaciółka czy nawet mama. Nie obchodzi mnie to. – Widziałem ten uśmiech, zakochana po uszy.
Layla przewraca oczami i kieruje swoje kroki do wyjścia a wszyscy podnoszą się i podążają za nią.
-To gdzie najpierw? – pyta Rose i łapie Mike’a za rękę.
-H&M muszę mieć tą sukienkę z wystawy! – wykrzykuje Promyczek nie czekając na nasze odpowiedzi przyśpiesza krok i brnie w stronę sklepu. Wchodząc do niego nie może nałykać się swoimi miodowymi oczkami, tych wszystkich kolorowych tkanin porozwieszanych na wieszakach i manekinach. Po paru minutach na rękach dziewczyn da się zauważyć po kilka bluzek, spodni, tunik, sukienek , dodatków. Wszystko tachają do przymierzalni gdzie potem co pięć minut wychodząc w nowym ciuchu pytają nas jak w tym wyglądają. Nasze odpowiedzi trwają kilka sekund i każde są na tak, tak we wszystkim wyglądacie świetnie, szczupło, ślicznie, słodko i wręcz idealnie.
- Jest moja bluzka z kieszonką! – słyszę uradowany głos Layli w kolejnym ze sklepów gdzie szybkim ruchem ręki zrywa jasno-niebieską bluzkę z wieszaka.
-Mówiłam, że szybko taką znajdziemy. – uśmiecha się Rose na widok zafascynowanej przyjaciółki. – Do przymierzalni, młoda! Biegiem.
-Tak jest, o Pani. – Promyczek znów odsłania swoje zęby. Nie mogę napatrzeć się na ten uśmiech. Kryje w sobie coś pięknego, coś co mnie wciąga i to tak dogłębnie, że coraz trudniej mi się od niego oderwać. Chociaż kieruje swoje oczy w kompletnie inną stroną to coś przyciąga moje źrenice w stronę jej tęczówek. Spoglądam jak z radością dziecka biegnie w stronę przymierzalni po drodze zgarniając jeszcze tonę innych ciuchów, które też trzeba przymierzyć i kupić, bo przecież nigdy nie ma się co ubrać.
-Dziecko szczęścia. – Mike uderza mnie w ramię i wskazuje wzrokiem na Laylę. – Chodź usiądziemy, trochę czasu zajmie im to kupowanie.
Nie odpowiadam, nie chcę wychodzić. Coś we mnie rozkazuje mi zostać w sklepie i czekać aż wyjdzie z przymierzalni, chcę ją zobaczyć. Szybko orientuję się, ze nie może tak być, że ona nie może mnie tak przyciągać, że muszę się ogarnąć i wyjść. Podążam za kuzynem, który prawdopodobnie kieruje się w stronę knajpki w galerii z mega wygodnymi kanapami.
- O tak, luksus. – rozkłada się wygodnie na kanapie.
-Kiedyś sprawię sobie taką do pokoju. – uśmiecham się szeroko.
-Nie wątpię.

Rozmawiamy o różnych rzeczach, o samochodach, mechanice, muzyce, podróżach, kobietach. Głównie ja nadaję a Mike mnie słucha. Staram się zakłócić i wyrzucić z głowy wszystkie myśli o tym „promyczku”. Udaje mi się chwilowo gdy zagłębiam się w temat muzyki i wszystkim co z niej związane, jednak zaraz potem powraca z powrotem i znów siedzi mi w głowie tylko ona. Jest takim narkotykiem, raz zażyłem z nią wymiany słów i spojrzeń i teraz pragnę to robić cały czas a gdy mi tego brakuje jestem podenerwowany i staram się to zdobyć za wszelką cenę. Mam ochotę wstać i iść do dziewczyn, oglądać Laylę jak się uśmiecha i jak porusza ustami gdy mówi. Jak przechadza się z gracją i z jakim akcentem wypowiada słowa. Nie mam siły bronić się już przed tym czego chce i spodziewam się, ze w moim sercu zachodzą jakieś reakcje. Czyżby nie była mi obojętna? Może od początku nie była a ja tylko wmawiałem sobie, że mi na niej nie zależy i nigdy nie będzie.
  • awatar Xylophonia: Całkiem nieźle napisane. Jedyne, czego mi bardzo brakowało to akapitów. Wystarczyły by chociaż wcięcia w tekście, a czytało by się dużo przyjemniej ;)Mam nadzieję, że dajel będzie co czytać ;D
  • awatar Viola! <3: Fajny blog na serio
  • awatar *Mmm...: Hej fajny blog+ zapraszam do mnie plissss wczoraj zaczełam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czasem nie dowierzamy ile może się zmienić w naszym życiu w ciągu miesiąca, a nawet tygodnia. Wielkie zmiany nie rozwlekają się na lata a na chwile i ułamki sekundy. W ciągu jednej minuty, ktoś może oddać nam swoje serce. W czasie trwania jednego krótkiego uśmiechu ktoś może sprawić, że nasze serce odda się w całości osobie, której tak naprawdę nawet nie znamy. Właśnie w tak krótkim czasie zachodzą te najważniejsze i największe zmiany w naszym życiu, które maja większy wpływ na naszą przyszłość. Bo jak zapomnieć pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, pierwszy dotyk rąk z osobą, która znaczy tak wiele? Zawsze będzie ciągła się za nami świadomość tego kogo w przyszłości zraniliśmy, uszczęśliwiliśmy, kogo kochaliśmy i kto kochał nas, co straciliśmy i zyskaliśmy. Będziemy budzić się co rano i pamiętać to co było zastanawiając się jaki ma to wpływ na to co jest i co będzie.
Siedząc w oknie, patrząc przez szkło na gwiazdy różne myśli przychodzą mi do głowy. Lubię to robić, oglądać jak migocą na niebie otaczając wielką kulę, zwaną księżycem. On jest taki piękny, że zazwyczaj nie potrafię oderwać od niego oczu. Zastanawiam się każdego wieczora co w moim życiu w ogóle ma sens i przyszłość. I za każdym razem dochodzę do wniosku, że wiążąc się z Oliverem, robię coś złego, że to forma romansu, że chowając się i ukrywając robimy krzywdę jego dziewczynie. Ale czy to ważne? Ważne chyba, że go kocham a on kocha mnie a ich związek i tak ulega rozpadowi. Nie, to bez sensu przecież oni nadal są razem, to chyba jest nie fair wobec niej i wobec wszystkich. Tak dużo o tym myślę i nadal nie potrafię wymyślić co dalej.
- Co Ty tak siedzisz na tym parapecie? – wpada do pokoju Leon, brat.
Spoglądam na niego, przybieram poważną minę i nie mniej poważnym głosem odpowiadam :
- Zamierzam skoczyć. Zamkniesz za mną okno?
-Chętnie. – uśmiecha się delikatnie, pochodzi do mnie i kładzie mi rękę na głowie. – Nawet tak nie żartuj.
Kąciki moich ust same się podnoszą, jest jeszcze ktoś kto mnie kocha. Dźgam go lekko w bok i mówię :
- Siadaj ze mną, popatrzymy w gwiazdy.
-Nie jestem romantykiem, młoda. – przewraca oczami. – Nie będę siedział pół nocy i gapił się w niebo.
Nie odpowiadam, przewracam tylko oczami i spoglądam w księżyc. Leon nie przyszedł tu od tak z pewnością byłam mu do czegoś potrzebna. Odpowiedź przychodzi szybko :
-Będziesz mnie dziś kryć?
Wiedziałam, że czegoś chciał. Normalnie wyrzucił by mnie przez to okno i zamknął je za mną.
- Co masz zamiar robić? – spoglądam mu w oczy.
- Noah i Mario.
- Dyskoteka.
-Między innymi.
-Ok.
-Czyli zgadzasz się?
- Tylko proszę Cię weź klucze tym razem, nie będę wstawać nad ranem i otwierać Ci drzwi!
-Nie ma sprawy. Dziękuję siostrzyczko! – uśmiecha się i czochra mi włosy.
-Jestem dla Ciebie za dobra. – uderzam go pięścią w brzuch i wstaję z parapetu. – Idę pod prysznic.
Lubię jak woda spływa na moja twarz. Wtedy nie widać łez, mogę się oszukiwać przez chwilę, ze nie płaczę i że to tylko krople a ja jestem szczęśliwa. Czasem myślę dlaczego akurat ja. Dlaczego Bóg tak nie sprawiedliwie dzieli dobra, które rozdaje ludziom. Jednym daje pieniądze, miłość, urodę, szczęście, i wszystko co potrzebne żeby je osiągnąć a innym nie daje nic. Cieszę się jednak, że nie jestem ani typem człowieka, który masz wszystko ani typem człowieka, który nie ma nic. Wychowałam się w rodzinie, która zawsze się wspierała. Rodzice starali się, żeby nic nam nie brakowało. Cały czas byłam otoczona miłością bliskich. Brakuje mi tylko tej miłości, bezwarunkowej i bezpiecznej, nieskończonej i bezgranicznej, miłości mężczyzny. Chciałabym w końcu być dla kogoś wszystkim, centrum czyjegoś świata wokół którego toczy się wszystko, a przynajmniej większość.
- Layla! Ile można siedzieć w łazience! – mama, nawet nie spostrzegłam, że stoję pod prysznicem już jakiś czas i strumienie ciepłej wody parzą mi ciało.
- Wolne. - wychodzę z łazienki i brnę w piżamie prosto pod ciepły kocyk w pokoju na poddaszu. Znowu kolejny dzień kończy się tak samo. Biorę słuchawki, playlistę na smutne dni, chowam głowę w poduszkę i staram się nie myśleć już więcej i zasnąć beztrosko, rano obudzić w innym świecie gdzie wszystko jest piękne i bez całego zła, zazdrości, nierówności. Gdzie każdy ma to co chce, marzenia się spełniają a pragnienia da się zaspokoić łatwo i ot tak. I znów rozmyślając nad tym jak było jest i jak będzie zasypiam.
„Jezus Maria, która jest godzina.” – pierwsza myśl, gdy słyszę rano dzownek telefonu.
- Olver! Jest szósta trzydzieści. Powiesz mi po co dzwonisz? – staram się brzmieć groźnie.
- Chcę Cię pomęczyć, skarbie. – czuję, że się uśmiecha, znam ten głos. Znowu rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Przywykłam do tych telefonicznych rozmów. Nie zwracałam uwagi na konsekwencje tego co obecnie dzieje się między nami, tak ślepo zakochana chciałam w to brnąc mimo wszystko. Nie orientowałam się ani tego poranka, ani tamtego wieczoru, że wszystko tak gwałtownie ulegnie zmianie i już niedługo przekonam się jak naiwna byłam myśląc, że wszystko się ułoży.
Dzień jak co dzień, wstaję, zakładam byle jakie ciuchy, zaczesuję włosy w artystyczny nieład i jak zwykle kłócę się z mama, że nie chcę jeść śniadania co i tak kończy się tym, że muszę wcisnąć w siebie ta miskę czekoladowych płatków z mlekiem.
Dzwonek telefonu. To Rose.
- Halo, Roseleno. – staram się brzmieć poważnie.
- Nie mów tak do mnie! – słyszę naburmuszony głos w słuchawce telefonu. Uśmiecham się wyobrażając sobie ją jak to mówi, jej minę, która przybiera na twarz gdy ktoś ją denerwuje wypowiadając pełną formę jej imienia. – Gotowa?
- Niekompletnie. – odpowiadam. – Mam cały dzień, myślę, że zdążę bez problemu.
-Mam nadzieję, czekamy na Ciebie z Michaelem!
Nie cierpię tego typa.
-Mike, już nie mogę się doczekać spotkania z Wami. – kłamię. Wcale nie chce spędzać czasu z jej wielką miłością, nie przypadł mi do gustu za pierwszym razem więc już nie przypadnie.
-Muszę kończyć. – słyszę w tle dźwięk domofonu. – Do wieczora, Layla! – wykrzykuje i czuję, że się uśmiecha na myśl o wspólnym tygodniu.
-Do zobaczenia, Roseleno. – śmieję się na głos i wyobrażam sobie jak znowu się denerwuje.
-Zemsta będzie słodka. – odpowiada tonem, jakby szykowała jakąś intrygę.
- Już się boję. – Nie kłamię, boję się jej pomysłów. Trzymam słuchawkę przy uchu dopóki nie usłyszę dźwięku zakończonego połączenia i zabieram się do pakowania. Zbieram do walizki wszystko co potrzebne i wyruszam. Jeszcze tylko pożegnanie ze wszystkimi, nie cierpię pożegnań… są takie beznadziejne. Przecież i tak zobaczymy się za jakiś czas więc po co w ogóle się żegnać, to tak jakbym żegnała się codziennie ze wszystkimi przed snem a potem rano witała się z nimi jak po roku spędzonym poza domem. No ale ok…do zobaczenia mamo, tato, babciu, bracie , siostro… i wyruszam… nareszcie! Jeszcze tylko wygodnie usiąść, słuchawki w uszy… i jedziemy. Wpatrzona za szybę myślę o życiu, o tym co w ogóle ma sens, co go nie ma i w końcu o tym co dalej. Jestem gotowa utracić wszystko dla niego, brnąć w to do końca. Przekonana o tym jadę do Tinylope, jeszcze nie wiem, że po tym tygodniu wszystko się zmieni, przewróci do góry nogami. Bum.. dzownek telefonu przerywa moje rozmyślania. Na ekranie telefonu wyświetla się jego imię. „Oliver”. Przeciągam zieloną słuchawkę po ekranie.
- Cześć mała. – słyszę ten radosny głos.
- Siemka. – staram się brzmieć przekonująco, jestem szczęśliwa – myślę.
- Jak podróż?
- Przerywasz mi właśnie mój ulubiony kawałek Nirvany, więc wyobraź sobie moją złość.
-Znowu tego słuchasz? Nie cierpię tej piosenki.
-Nie zaczynaj znowu.
-Dobra, stoję już przed drzwiami mieszkania więc trzymaj się słodko.
Rozłączam się bez odpowiedzi. Znowu wszystko musi kończyć się przez to całe ukrywanie… Czasami sama nie rozumiem dlaczego jeszcze chcę w to brnąć. Może dlatego, że się w nim zakochałam. Nie zwracam uwagi na to, że to nie może się dobrze skończyć, chce z nim być… chyba. Myśląc o tym co mówi serce a co krzyczy rozum zasypiam. Budzę się już na miejscu, widzę roześmianą twarz Rose.
-Layla! Nareszcie… tyle na Ciebie czekałam! – biegnie w moją stronę krzycząc.
- Cześć Rose! Mam nadzieję, że zabezpieczyłaś się w duży zapas jedzenia, bo jestem głodna, bardzo głodna. – uśmiecham się i przytulam ją na przywitanie.
-Jak zwykle nie ma jedzenia ale za to nie braknie nam przez ten tydzień alkoholu. –Mike, jej miłość.
-Nie przesadzaj, mam coś do jedzenia! – karci go Rose. – Ale alkohol też posiadam. – puszcza do mnie oczko.
-Alkoholicy…-kręcę głową, łapię za walizkę i z trudem ciągnę ją do samochodu.
-Dziewczyno, masz tak mało siły czy na tydzień spakowałaś cała szafę? – wyśmiewa się Mike. – Daj, wezmę ją za Ciebie. – odsuwa mnie od walizki i z trudem ją podnosi. – Boże! Co Ty tam spakowałaś, krowę? – jak zwykle, jakaś docinka o wsi, moim miejscu zamieszkania, musi być, bo nie byłby sobą.
-Śmieszne. – przewracam oczami i siadam na tylnym siedzeniu, za raz obok mnie ląduje schłodzone piwo.
- Trzeba się przywitać po naszemu! – rzuca Rose i otwiera swoją puszkę.
Odkładam puszkę do schowka i zaczynam rozmowę :
- To co dzisiaj robimy? Zaraz potem jak wyjem Ci wszystko z lodówki.
- Wieczorek zapoznawczy? – patrzy znacząco na Mike, po czym odwraca się w moją stronę. – Musisz poznać jego kuzyna!
- Kusząca propozycja. Ale skoro jest rodziną tego tu. – wskazuję na Mike. – To na pewno go nie polubię.
- Kto wie. – odpowiada jakby coś knuła.
-Ej, ej Rose! Nie bawimy się w żadne swatanie… - rzucam i zaczynam przetrząsać torebkę w poszukiwaniu telefonu.
-Szukasz tego? – Mike wyciąga rękę z moją komórką w dłoni. – Wypadł CI jak wysiadałaś z autobusu. Powiesz mi co to za Oliver? Jakaś nowa miłość? – pokazuje mi język i zaczyna się śmiać.
- Wal się! Oddawaj. – wyrywam mu telefon z ręki.
Podjeżdżamy pod blok. Mike bierze moją walizkę i tacha ją na ostatnie piętro. Wpadam do mieszkania i od razu kieruję krok w stronę lodówki.
- Rose. – odwracam twarz ku niej. – Jak zwykle nie ma co jeść. Czy Ty w ogóle jesz?
-Zamawiam pizzę! – krzyczy roześmiana.
- Umrę z głodu. – przewracam oczami. – Zjemy coś w drodze na ten Twój wieczorek zapoznawczy. Idę pod prysznic.
Daj spokój, Layla. Jesteś na wakacjach tylko nie płacz, nawet pod prysznicem… nawet w ukryciu. Bądź silna, życie jest jedno, wakacje są raz w roku, wykorzystaj ten czas, poszalej, wszystko i tak jest bez sensu, śmiej się. Dasz radę.
- Dam radę. – powtarzam na głos.
Wychodząc, czuję ten zapach. Zamówili pizzę.
- Nareszcie! – wpadam do pokoju i biorę ciepły kawałek do ręki.
- Spokojnie to jest miasto tutaj nie je się rękami. – śmieje się Mike.
- Miastowy, u nas na wsi ludzie mają trochę klasy i stylu. – odpowiadam.
- O co Ci chodzi?
- Nie dość, że masz okropną koszulę to jeszcze sos Ci kapnął na spodnie. – staram się być poważna, ale wybucham śmiechem kiedy Michael kieruje swój przerażony wzrok na spodnie i szuka plamy. Zaraz za mną śmiechem wybucha też Rose.
- Jesteście wredne.
- Spokojna Twoja rozczochrana. – biorę drugi kawałek i wychodzę z pokoju na balkon. Kocham to robić, szczególnie wieczorem. Z ostatniego piętra patrzeć na miasto i księżyc, który zawsze jest taki sam, nie zależnie gdzie się znajduję.
- Za chwilę wychodzimy. Znając Ciebie będziesz chciała się przebrać. – puszcza mi oczko Rose.
- Ta. – przewracam oczami. – Muszę nałożyć tapetę.
Oboje zaczynają się śmiać a ja zmierzam do moje walizki, żeby wyjąć z niej jakieś nowe , świeże ciuchy. Zakładam luźną koszulkę i szorty, i oczywiście balerinki, najwygodniejsze i najbardziej lubiane przeze mnie buty.
- Gotowa do wyjścia. – uśmiecham się do Rose.
- No to nie mamy już chyba na co czekać. – zabiera torebkę. – Wychodzimy.
Delikatnie zeskakuję ze schodu na schód. Czuję się tak lekko i beztrosko gdy tu jestem, jakby problemy chwilowo zapomniały o mnie a ja o nich, zaczynam kochać ten stan. Tinylope, kocham to miasto. Najchętniej bym tu została, na zawsze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›